niedziela, 17 października 2010

co kochałam,zasypał śnieg..

Tak sobie dziś przeglądałam zdjęcia na komputerze i natknęłam się się na to :). Nie powiem,rozgrzało mi się serducho,szczególnie zważając na to że to nie najlepszy wieczór..Zupełne przeciwieństwo wczorajszego. Przepraszam,jeśli uraziłoby autora publikowanie tego,a na pewno urazi..ale jakoś tak miłe jest to zdjęcie..W każdym bądź razie ocenzurowałam..Blogspot to chyba jedyne miejsce,gdzie jeszcze cokolwiek mogę napisać,a nie zostanie przyuważone przez większość.Dlatego tez mogę pozwolić sobie na nieco luźniejsze spostrzeżenia.Nie muszę twardo trzymać się reguł i schematów.Nie chodzi tu o uzewnętrznienie.Tylko o wydobycie refleksji z głębi mojego umysłu. Jeszcze jakieś pół godzinę temu nie potrafiłabym na nic spojrzeć obiektywnie,kurczowo próbowałabym się trzymać jakiegokolwiek w upustu moich emocji i głębszych uczuć. teraz patrze na to nieco "chłodniej" z lekkim dystansem. Walczę z moimi uczuciami,z moimi przekonaniami..To trudna droga,a kiedy opuszcza Cię jedyna osoba,która w jakikolwiek sposób potrafi Ci pomóc i tylko ona jedna,to nie jest wcale łatwo..Dlatego tak bardzo chce się przekonać tą osobę,że jest Ci potrzebna,chociaż czasem nie da się zapanować nad swoją,tak nazwę to po imieniu zazdrością,kiedy już myślisz,że tej osobie zależny tak samo jak tobie,nagle ona się odwraca,ucieka od tego..A w pojedynkę jest naprawdę ciężko..Czasem nawet z największa chęcią,samym sobie nie potrafimy pomóc..a do tego przyczynia się jeszcze rezygnacja tej osoby..Na odchodne powiem,że szanuje to mimo,iż jest mi naprawdę strasznie przykro..

w cichej nadziei tkwię, że powrócą jeszcze te czasy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz